Zapodziana wiertnica

Mój mąż był naprawdę wielkim zapominalskim, cokolwiek by nie wziął, wsiąkało po jakimś czasie bez śladu. Strasznie mnie to denerwowało, bo tym sposobem zgubił już kilka kluczy, a także swoje dokumenty. Ale nie chodziło to tylko o gubienie, chodziło o przekładanie czegoś w takie miejsca, gdzie nikt tego nie mógł odnaleźć. Ostatnio jednak mężowi udało się zgubić coś naprawdę wielkiego, czego bym się po nim nigdy w życiu mimo jego zapominalstwa nie spodziewała. Mąż mianowicie pożyczył pewne urządzenie od sąsiada, a potem gdy ten przyszedł je odebrać, bo minęło już naprawdę sporo czasu i potrzebował je z powrotem, mąż nie mógł tego urządzenia odnaleźć. Sąsiadowi powiedział coś na zasadzie, że chce przeczyścić urządzenie i potem mu odda, a zaraz przybiegł do mnie z pytaniem, czy nie wiem, gdzie jest pożyczona przez niego od sąsiada wiertnica. Ja nawet nie miałam zielonego pojęcia, jak taka Wiertnica wygląda, więc nie wiedziałam też, gdzie mąż mógł ją zasiać. Pokazał mi zaraz potem w Internecie zdjęcia, ale dużo mi to nie dało, bo mimo wszystko nie wiedziałam, gdzie jest ta wiertnica. Typowałam, że na pewno znajdzie się gdzieś w garażu między rupieciami mojego męża, i rzeczywiście miałam rację.